Linkspam z wkładką na ostatniego farvardina
19 kwi 2012 6 komentarzy
in dyskurs-kultura-nauka Tagi: David Graeber, eXiled, Hanslope Park, linki, Mau Mau, One L. Goh, PLA, Sgt Bales, ttdkn
Rotting From Within – Foreign Policy odkrywa #neocekivano korupcję w Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.
Tymczasem w Guardianie: The colonial papers: FCO transparency is a carefully cultivated myth. W związku z pozwem przeciwko rządowi brytyjskiemu o odszkodowania za tortury w czasie stłumienia powstania Mau Mau okazało się, że w królewskiej serwerowni we wsi Hanslope “odnalazło się” #neocekivano całkiem sporo dokumentów, z których wynika, że w Whitehall o wszystkim wiedzieli. Oczywiście nie licząc tych, które zostały w międzyczasie zniszczone. Inne dotyczą m. in. tłumienia w latach pięćdziesiątych rebelii w Malezji, prób broni chemicznej na terenie obecnej Botswany, które nie doszły do skutku przez porę deszczową oraz deportacji 1500 mieszkańców archipelagu Czagos, by zrobić miejsce dla usoniańskiej bazy lotniczej.
The US base deal originally agreed by the Labour government in 1966 lasts for 50 years, and includes a 20-year optional extension that both parties must agree to by December 2014.
Documents already disclosed show how a senior Foreign Office diplomat noted in 1966: “The object of the exercise is to get some rocks which will remain ours […] there will be no indigenous population except seagulls.”
A fellow mandarin, Sir Dennis Greenhill, replied: “Unfortunately, along with the birds go some few Tarzans and Man Fridays whose origins are obscure and who are hopefully being wished on to Mauritius.”
W poprzednim linkspamie wspominałem o seminarium blogowym o Długu. Zawiadamiam (z 17-dniowym poślizgiem), że Graeber odpowiedział seminarzystom; cc Asmoeth i Jaś.
The Brutal Life Of One L. Goh & The Making Of A “Going Postal” Rampage Murderer oraz Class Warfare On Two Fronts: From Afghanistan To Middle America, The Untold Story Of Sgt. Bales – Mark Ames z eXiled zauważa wpływ kryzysu gospodarczego na obydwu strzelających.
Mike Konczal przenosi się blogersko na Next New Deal i tam pisze między innymi o Herbercie Spencerze, który przestał wspierać sufrażystki, gdyż kobieta posiadająca prawa wyborcze może wykorzystać je do głosowania na socjalistów.
U Zenobiusza bez zmian.
A wkładka będzie, może nawet dzisiaj ^^J
Edit:
A wkładka dotyczy pomysłu Telemacha sprzed dwóch lat, aby przenieść stolicę z Warszawy do Kutna (a później gdzieś indziej) lub rozsiać ministerstwa i urzędy centralne po Polsce. Szkoda by się miał marnować, więc go rozwinę.
Na początku zaznaczę, że bardzo podoba mi się szwedzkie podejście polegające o ile dobrze je rozumiem na tym,że minister nie jest bezpośrednio zaangażowany w administrację – w większości jest to scedowane na dyrektorów generalnych oraz podległe ministerstwom urzędy, sami zaś ministrowie zajmują się tworzeniem ogólnych strategii działania[1]. Takie rozwiązanie po pierwsze, osłabia ewentualny argument przeciw dekoncentracji, że ministerstwa powinny być w jednym mieście, bo ministrowie muszą uczestniczyć w posiedzeniach Rady Ministrów; po drugie zapobiegłoby to mnożeniu się zbyt wyspecjalizowanych resortów jak Ministerstwo Sportu. Na przykład w obecnym gabinecie Fredrika Reinfeldta można znaleźć stanowisko ministra ds. współpracy rozwojowej. Zajmująca je Gunilla Carlsson ma określony zakres zadań i nijak nie podlega służbowo ministrowi spraw zagranicznych Carlowi Bildtowi, mimo że obydwojgu służą urzędnicy tego samego ministerstwa (Utrikesdepartementet).
Zatem Ministerstwo Spraw Zagranicznych pozostałoby jednak w Warszawie, bo ambasadorzy nie będą chcieli się przeprowadzać. Chyba że równocześnie przeprowadzimy prezydenta i premiera, to pójdą za nimi #za-dużo-roboty
Lokalizacja Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji nie jest tak mocno zdeterminowana, może być gdziekolwiek. Ale po prostu nie mam pomysłu.
Ale już Ministerstwo Obrony Narodowej ze wszystkimi sztabowcami i innymi trepami poszłoby< do Łodzi. Dlaczego? Jest bliżej geograficznego środka Polski, a jednocześnie na tyle blisko Warszawy by wojskowi nie pomyśleli, że cywilna kontrola nad siłami zbrojnymi już nie obowiązuje.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych też do Łodzi, bo zajmuje się m. in. obroną cywilną, więc w sytuacjach kryzysowych będzie się dobrze z MONem koordynować. A Łódź do tej pory dobrze sprawdzała się w roli rezerwowej stolicy na wypadek powstania ^^J
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – broń Boże, nie Kraków. Myślałem nad Sieradzem, ale raczej skłaniam się ku Wałbrzychowi.
Kraków dostaje za swoją atmosferę Ministerstwo Środowiska
Co do reszty nie mam jeszcze pomysłu? Co proponują komcionauci?
1. Wyjątkiem są chyba ministerstwa obrony i spraw zagranicznych #must-investigate-further
Linkspam
29 mar 2012 1 komentarz
in dyskurs-kultura-nauka Tagi: 454, Corey Robin, David Graeber, linki, MMT, ttdkn
#Miszczowie-marketingu w sektorze odzieżowym: NRA begins selling hoodies with pocket to conceal handguns oraz w medialnym: In the Wake of Trayvon Martin’s Death, Fox Pulls Its Marketing for Alien Invasion Comedy ‘Neighborhood Watch’.
Peter Beinart’s liberal Zionist fantasy – dlaczego liberalny syjonizm nie jest droidem, którego szukamy.
The third British Empire – z czego żyje Zjednoczone Królestwo.
Fear, American Style – czego nie zrozumie ^nowaprawica.
Modern Monetary Theory Primer – krótki kurs MMT, tylko 87 notek, może też coś o tym napiszę; cc Asmoeth i Jaś oraz #ttdkn.
The Value of Applying Control Fraud Research to Microfinance – z tego samego bloga, o kantowaniu na mikrokredytach.
Seminar on David Graeber’s Debt – #ludziektórzyseminariablogowe; plus dwie notki: jeden i dwa, które nie znalazły się na tym indeksie; cc Asmoeth i Jaś.
Poza tym szykuje się podobne seminarium o Red Plenty.
Sym454.org – mnóstwo materiałów o kalendarzach, można spodziewać się notek u mnie; polecam pobranie kalkulatora Kalendis.
Pope criticises US embargo on Cuba – jednakowoż nikt nie chce go ukraść #nietakjaknaszegopapieża.
U Zenobiusza bez zmian.
نوروز مبارک
28 mar 2012 7 komentarzy
in dyskurs-kultura-nauka Tagi: ahura, ekwinocjum, farvardin, kalendarz perski, Nouruz, spenta, ttdkn
Podobno na mnie zawsze można liczyć w kwestii popierdolonych kalendarzy #wg-mnie-wszystkie-takie-są Z tej racji, że niedawno był Nouruz[1], napiszę nieco o kalendarzu perskim.
Pierwszym kalendarzem używanym regularnie przez Persów #iMedów był zapewne kalendarz staroperski wzorowany na kalendarzu babilońskim - księżycowo-słonecznym, podzielonym na dwanaście miesięcy zależnych od faz księżyca (początek miesiąca wyznaczała pierwsza obserwacja sierpu księżyca tuż po nowiu); dla zachowania zgodności z porami roku dodawano co jakiś czas trzynasty miesiąc, później stosując reguły narzucone przez cykl Metona. Różnił się on od pierwowzoru nazwami miesięcy oraz dodawaniem trzynastego miesiąca wg innej zasady. Perska odmiana wyszła z użycia około 458 r. p.n.e., choć znajomość samego kalendarza babilońskiego przetrwała w różnych regionach imperium achemenidzkiego jeszcze długie lata[2].
Przypuszczalnie za rządów Artakserksesa II (404-358 p.n.e.) zaczęto stosować kalendarz słoneczny, prawdopodobnie wzorowany na egipskim – 360-dniowy, podzielony na dwanaście miesięcy po trzydzieści dni. Wiele razy był reformowany – np. Ardaszir I dodał pięć dni epagomenalnych do końca roku – jednak z powodu niekompletności źródeł trudno zrekonstruować dokładny przebieg jego ewolucji [3]. Najtrwalszym elementem kalendarza zaratusztriańskiego, który przetrwał do współczesności, są na pewno nazwy miesięcy oraz dni #niecomniej Szesnasty rozdział księgi liturgicznejYasna przypisuje poszczególnym dniom miesiąca świętych patronów[4], tworząc coś przypominającego podział na tygodnie:
1.Dadvah Ahura Mazdā, 2. Vohu Manah, 3. Aša Vahišta, 4. Khšathra Vairya, 5. Spenta Ārmaiti, 6. Haurvatāt, 7. Ameretāt
8.Dadvah Ahura Mazdā, 9. Ātar, 10. Āpō, 11. Hvar, 12. Māh, 13. Tištrya, 14. Geuš Urvan
15.Dadvah Ahura Mazdā, 16. Mithra, 17. Sraoša, 18. Rašnu, 19. Fravašayō, 20. Verethragna, 21. Rāman, 22. Vāta
23.Dadvah Ahura Mazdā, 24. Daēna, 25. Aši, 26. Arštāt, 27. Asmān, 28. Zam, 29. Manthra Spenta, 30. Anaghra Raočā.
Spośród czterech dni poświęconych Ahura Mazdzie, trzy ostatnie przypisywane bywały Apam Napatowi, Haomie i Dahmanowi. Dni od drugiego do siódmego noszą imiona Amesza Spentów - Szczodrych Nieśmiertelnych , którzy wg Awesty pomagali AM w tworzeniu świata. Dni drugiego “tygodnia” reprezentują jazaty Ognia, Wody, Słońca, Księżyca, Syriusza oraz Duszy Byka - mitycznego przodka wszystkich zwierząt. Dzień szesnasty jest poświęcony bogu przysięgi Mitrze, następują po nim sędziowie Sraosza and Rasznu, a po nich ich podsądni ludzkie dusze Frawaszi oraz Zwycięstwo, oddech życia i Wiatr. Ostatni “tydzień” zajmują personifikacje Religii, Nagrody, Sprawiedliwości, Nieba i Ziemi oraz Świętego Słowa i Nieskończonego Światła.
Najmniej zmieniły się jednak nazwy miesięcy, używane do dziś w kalendarzu irańskim (nazwy awestyjskie są w dopełniaczu):
1. Fravašinąm - “duchy opiekuńcze/dusze sprawiedliwych”, pahlawi: Frawardīn, farsi: فروردین Farvardīn;
2. Ašahe Vahištahe – “prawda” ale również “czynienie dobra”, Ardwahišt, اردیبهشت Ordībehešt;
3. Haurvatātō – “doskonałość”, Xordād, خرداد Xordād;
4. Tištryehe - “Syriusz”, Tīr, تیر Tīr;
5. Amərətātō - “nieśmiertelność”, Amurdād, مرداد Mordād;
6. Xšaθrahe Vairyehe - ”panowanie”, Šahrewar, شهریور Šahrīvar;
7. Miθrahe - ”przysięga”, Mihr, مهر Mehr;
8. Apąm - “wody”, Ābān, آبان Ābān;
9. Āθrō - “ogień”, Ādur, آذر Āzar;
10. Daθušō - ”Stwórca” (czyli Ahura Mazda), Day, دی Dey;
11. Vaŋhə̄uš Manaŋhō - ”dobry cel”, Wahman, بهمن Bahman;
12. Spəntayā̊ Ārmatōiš - “święte poświęcenie”, Spandarmad, اسفند Esfand.
Później przyszli Arabowie, przynosząc islam w pakiecie z abstynencją i kalendarzem, który nie robi jednak wielkiego wrażenia na miejscowych. I słusznie, gdyż po pierwsze trzeba znowu wypatrywać pierwszego księżyca po nowiu, aby mieć pewność, że zaczyna się kolejny miesiąc, a po drugie rok księżycowy powstały ze zsumowania dwunastu miesięcy synodycznych jest krótszy o kilkanaście dni od zazwyczaj przyjmowanej długości roku słonecznego[5], zatem np. ramadan na przestrzeni lat może wędrować po wszystkich porach roku. To przysparzało wielu zmartwień rolnikom i organom podatkowym, więc w krajach muzułmańskich rozpowszechniła się praktyka stosowania innych kalendarzy dla codziennego użytku.
W roku 1073 władca imperium Wielkich Seldżuków sułtan Dżalal ad-Din Malik-szach I [6], zlecił zespołowi astronomów (m. in. był wśród nich Omar Chajjam) opracowanie kalendarza bardziej zdatnego do użytku #projektIsfahan. Efekty ich pracy były na tyle dobre, że już 15 marca 1079 roku wg kalendarza juliańskiego sułtan mógł ogłosić wprowadzenie go do oficjalnego użytku. Kalendarzem dżalaladińskim rządziły dwie podstawowe zasady:
- początek roku wyznacza moment równonocy wiosennej, gdy ekliptyka (czyli pozorna droga Słońca na sferze niebieskiej) przecina równik niebieski; jeśli ekwinocjum wypada o godzinie przed południem, to Nouruz wypada tego właśnie dnia; w przeciwnym razie wypada w dniu następnym;
- długość trwania poszczególnych miesięcy jest zmienna - zależy od pozycji Słońca na ekliptyce, zatem miesiące perskie są powiązane ze znakami zodiaku[7]
Zapewne zespół #projektIsfahan rozważał zastosowanie stałych długości miesięcy i interkalacji, żeby zrekompensować niezgodności dodatkowym dniem w latach przestępnych, ale uznano takie rozwiązanie za mało hardkorowe. Jednak w marcu 1925 r. okazało się, że parlament irański nie podziela tego zdania, co wyraził wprowadzając w życie współczesną formę kalendarza perskiego. Od tej pory:
- równonoc wyznacza się używając południa słonecznego dla południka teherańskiego (+3,5h w stosunku do GMT),
- pierwsze sześć miesięcy od farvardina do szahrivara mają po 31 dni, pięć następnych po 30, a esfand ma 29 albo 30[8];
- 30 esfanda dodaje się w zależności od cyklu 33-letniego: rok pierwszy, piąty, dziewiąty,trzynasty, siedemnasty, dwudziesty drugi, dwudziesty szósty i trzydziesty są przestępne.
Perska era kalendarzowa zaczyna się od Nouruza w roku hidżry Mahometa, czyli od 19 marca 622 roku wg kalendarza juliańskiego, zaś era islamska od pierwszego muharrama czyli szesnastego lipca tego roku[9].
Przypisy:
- Co jest oczywiste, przecież dziś jest dziewiąty farvardina ^^J
- nie mówiąc już o kalendarzach wywodzących się z niego, jak hebrajski
- Te niezgodności widać dobrze na przykładzie kalendarzy współcześnie używanych przez zaratusztrian, które z powodu stosowania różnych zasad co do interkalacji rozbiegają się o kilka miesięcy
- Którymi są Ahura Mazda oraz jazaty czyli pomniejsi bogowie/aniołowie/aspekty Ahura Mazdy #wybierzulubionąteologię
- nie wnikam tu w kwestie rozróżnienia między rokiem zwrotnikowym a syderycznym itp., doczekają się swojej notki
- Którego później zabiją nie polokoktowcy, lecz prawdziwi asasyni.
- Coś takiego mogli wymyślić tylko hinduscy astronomowie.
- Gdyż Ziemia obiega Słońce niejednostajnie, najszybciej gdy jest w perihelium (w deju)
- Zaś sam Mahomet uciekł z Mekki 9 września.
Piosenka edukacyjna
22 sie 2011 2 komentarzy
in dyskurs-kultura-nauka Tagi: fleizm, historia, History for Music Lovers, tubki
to temat do tej pory słabo przeze mnie rozpoznany. #Dlatego proszę Komcionautów o uzupełnienia braków w mojej wiedzy. Nawet Wikipedia jest dość lakoniczna nie podając zbyt wielu przykładów i odsyłając do linków zewnętrznych. Do niedawna z takim rodzajem muzyki kojarzyli mi się co najwyżej T-raperzy znad Wisły oraz niektóre z repertuaru Animaniaków. Nagle WTEM ^radiev wrzuca na blipa to:
Okazuje się, że odpowiada za to dwoje nauczycieli historii z Hawajów, którzy na swoim tubowym kanale zamieścili do tej pory 53 tubki (słownie: pięćdziesiąt trzy tubki).
Poświęconych historycznym postaciom
wydarzeniom
elementom obrządku pogrzebowego
ale również (jak T-raperzy) streszczeniom dawnych dzieł literackich
Niebezpieczne przesunięcia kulturowe
14 kwi 2011 13 komentarzy
in dyskurs-kultura-nauka Tagi: bynajmniej Katonie, diabeł, Harry Potter, kościół rzymskokatolicki
Co najmniej troje wyszukujących* Google przywiódł na mego bloga po zadaniu tytułowego zapytania. Chodzi oczywiście o inicjatywę kurialnego urzędnika diecezji gliwickiej kościoła rzymskokatolickiego**, który stwierdził iż Harry Potter wiedzie ku zatraceniu. Nie będę rozwodził się zbytnio nad durnotą całej sytuacji, gdyż Sporothrix napisała prawie wszystko, co można napisać na ten temat. Co nie znaczy bynajmniej***, że pozbawiona jest pozytywów.
A mianowicie:
W szkołach masowo organizuje się andrzejkowe zabawy, tymczasem “rodzice i nauczyciele powinni uczyć dzieci zwracania się z każdym problemem do Pana Jezusa, a nie szukania pomocy i odpowiedzi we wróżbach”. Zamiast nich autorzy opracowania polecają np. przedstawić dzieciom życiorysy [hagiografie przyp. Nachasz.] św. Andrzeja, św. Barbary i św. Mikołaja.
I ja w tym miejscu zgadzam się z autorami, przyznając im rację, iż św Mikołaj to o wiele lepszy wzór do naśladowania dla dzieci i młodzieży szkolnej niż Harry Potter. Nawet latać lepiej od niego potrafi.

I to BEZ MIOTŁY. Nie masz szans, Potter.
A św. Marcin de Porres^, nie dość że leczył, to jeszcze potrafił się teleportować.
Również zgadzam się co do tego, że “Dzieci powinny być uodpornione na taką gloryfikację zła, przemocy oraz śmierci.” Właśnie. Ja też mam nadzieję, że Konferencja Episkopatu Polski zwoła wreszcie synod plenarny, który zająłby się sprawą Jarosława Marka Rymkiewicza i szkodliwym wpływem jego utworów na dzieci i młodzież.
Podsumowując, większość (urojonych lub nie) problemów kościoła rzymskokatolickiego z Harrym Potterem można rozwiązać za pomocą twórczego myślenia #chryste-jaki-banał Zwłaszcza tej jego odmiany, która przyczynia się do powstawanie fanfików (i bynajmniej nie mam na myśli grafomanii***). Sprawa jest prosta: skoro największym problemem jest brak Boga w świecie Pottera^^, to trzeba go tam wprowadzić (^^J). A fakt, iż Joan Rowling nie wspomniała w żadnej z książek o kapelanie Hogwartu, nie dowodzi, że nigdy go tam nie było.
*) Ludzi, zwierząt, demonów, bogów lub botów.
**) Zresztą samą diecezję też mógłbym nazwać kościołem, ale dla zachowania przejrzystości tego nie zrobię.
***) Tak się używa tegoż wyrazu, Katonie
^) Patron ludzi mieszanych rasowo, biednych, oberżystów, sprawiedliwości społecznej, publicznej edukacji, opieki zdrowotnej i szkół. Jego wspomnienie jest obchodzone 3 listopada, dlatego zaleca się prosić go o wstawiennictwo przed rozpoczęciem flejmu z neonazistą i temu podobnym. Nowenna do Marcina de Porrès pomaga przy leczeniu korwinizmu, randroidyzmu oraz ukąszenia ariozoficznego lub evolańskiego.
^^) Cokolwiek by to miało znaczyć.
Ekwiwalenty chińskie
26 lut 2011 4 komentarzy
in dyskurs-kultura-nauka, geonerdyzm Tagi: Chiny, Economist, ekwiwalenty, geografia, kraje świata, mapy, prowincje, statystyki
W poprzednim odcinku. A tym razem to samo (a nawet więcej) w odniesieniu do prowincyj chińskich(1).
(1) oraz regionów autonomicznych, specjalnych regionów administracyjnych i bezpośrednio kontrolowanych municypiów (^^J); więcej na ten temat tutaj.
Jaki ładny blog znalazłem
16 lut 2011 8 komentarzy
in dyskurs-kultura-nauka Tagi: austriacka szkoła ekonomii, blogi, bracia Koala, ekonomia, kryzys hipoteczny, Nachasz poleca, Republikanie, Ron Paul
Który zwie się Rortybomb, a redagowan jest przez Mike’a Konczala.
W numerze między innymi:
- dlaczego Ron Paul i austriaccy ekonomiści nie lubią braci Koala…, znaczy się Koch;
- dlaczego Republikanom, we wczesnych latach dwutysięcznych, tak bardzo zależało na uproszczeniu procedur związanych z udzielaniem kredytów hipotecznych;
“Bush wants more ownership because he wants to change the shape of America. He understands that people who own stocks and real estate–who possess wealth of their own–have a deeper commitment to their community, a more profound sense of family obligation and personal responsibility, a stronger identification with the national fortunes, and a personal interest in our capitalist economy. (They also have a greater propensity to vote Republican.)…
Przecież to oczywiste ^^J
“The places with the higehst levels of homeownership generally vote Republican…. “Our analysis shows that this connection between homeownership and voting Republican holds broadly at every level–from large regions all the way down to metro areas….more and more of the places offering new homes to young families following their dreams are in the heart of Red America.” Not wanting to own your own home is revealed as downright European; Kotkin singles out Prague’s homeownership rate at “about 12 percent.” No Republicans there! He concludes by calling cities like Fresno, Orlando, Dallas, Houston, Phoenix, Las Vegas, and Atlanta “Our New Cities of Aspiration”–”the de facto headquarters of the American dream.”…
Once more our conservative think tank hammered home the electoral point: “Married couples with families, a key Bush constituency, had the highest rates among all groups: over 83 percent.” No wonder Bush won: “Homeownership momentum continued right up to the election. Sales of new homes rose 4 percent in the fall, to an annual rate of 1.2 million units – the third highest level on record. Sales of previously owned homes also rose to their third highest level.”
Especially bustling? California, where first-time homeowners are said to “head for towns like Tracy, Modesto, and Grass Valley. Along the way, many embark on a journey that ends with them voting Republican.”
- cykl notek o przekrętach w sprzedaży zadłużonych nieruchomości.
A to wszystko dzięki Trysterowi.







Najnowsze komentarze