Do przeczytania (II)
27 lut 2011 Dodaj komentarz
in książki Tagi: graphic novel, komiks, młoda chasydka walczy ze smokami
Mirka is just another ordinary 11-year-old Orthodox Jewish girl.
She goes to school and argues with her brother and sisters. She helps her stepmother bake Challah bread and polish candlesticks for Shabbat and learns “womanly arts” like cooking and knitting.
And in her spare time, she fights trolls and a monster pig, outsmarts a witch and dreams of being a dragon slayer.
Mirka is the star of Hereville: How Mirka Got Her Sword, a graphic novel that’s equal parts Fiddler on the Roof and Harry Potter by Portland, Ore.-based cartoonist Barry Deutsch.
Do przeczytania (I)
08 gru 2010 2 komentarzy
in książki Tagi: Galicja, galicyjscy chłopi, krakowscy mieszczanie, Martin Pollack, mit Galicji, ttdkn
W warstwie narracyjnej jest to książka o Galicji końca XIX w., o ówczesnej nędzy, głodzie i beznadziei. Już poprzednią książką zyskał pan sobie przydomek burzyciela mitu Galicji. Odczarowywanie Galicji jest ciągle potrzebne?
- Jestem przekonany, że tak. Szczególnie w Austrii, ale myślę, że także w Polsce i na Ukrainie. Mit Galicji jest sztucznie utrzymywany. Nawet w Krakowie – te portrety kajzera w restauracjach, fascynacja filmem “C.K. dezerterzy”. W Austrii oczywiście jest to dobrze przyjmowane. Kto by się nie cieszył, że na bazarach we Lwowie czy w Krakowie kupuje się obrazy z Franciszkiem Józefem i wiesza w domu? Z drugiej strony: czy można by sobie wyobrazić, że w Warszawie hołubi się rosyjskiego cara, a w Poznaniu Wilhelma II? Owszem, spotykam się z zarzutami, że w rzeczywistości w Galicji nie było tak źle, jak to opisuję. Można się o to spierać. Ale “Cesarz Ameryki” jest książką o ciemnych stronach tej mitycznej krainy.
(…)
Droga do tego lepszego świata wiodła pod koniec XIX w. przez Oświęcim. Pełnił on, jak pan pisze, funkcję umschlagplatzu dla tych wszystkich, którzy statkami z Hamburga lub Bremy chcieli dostać się do Pensylwanii albo Nowego Jorku.
- Ten wątek z Oświęcimiem jest szczególnie interesujący ze względu na późniejszą historię tego miasta. To niesamowite, że historia tej emigracji rozgrywa się w tych samych miejscach, co później zbrodnia Holocaustu. To już wtedy był ważny węzeł komunikacyjny, położony blisko granicy z Niemcami. Właśnie w Oświęcimiu lokowały się agencje werbunkowe, to tam agenci dosłownie walczyli o klientów dla swoich linii przewozowych. Do kupna biletów na rejs do Ameryki zdezorientowanych chłopów dosłownie zmuszano, żądając oczywiście horrendalnych sum. To był niesamowity interes dla wielkich firm przewozowych, które z Ameryki transportowały surowce i bawełnę do Europy, a zamiast na pusto wracać przez Atlantyk, w skandalicznych warunkach wysyłały tysiące biedaków. By kupić bilet, musieli oni często sprzedać pół gospodarstwa.
To dlatego w gazetach już wtedy pisano o “handlu ludźmi”. Organy państwa patrzyły często na ten proceder przez palce. Emigracja nie była zabroniona. W niektórych wypadkach był to też wentyl, dzięki któremu można było się pozbyć nadwyżkowej ludności. Z Ameryki płynął też dzięki emigracji strumień pieniędzy do kraju, zaś ci, którzy wracali, mieli wyższe kwalifikacje. Z drugiej strony ucieczka setek tysięcy ludzi odbierała właścicielom ziemskim tanie ręce do pracy, a armii – mięso armatnie. Ale korupcja w monarchii habsburskiej kwitła na potęgę, z czego korzystali kryminaliści z agencji werbunkowych.
Dzisiaj sieci organizujące emigrację zarobkową to ważny segment przestępczości zorganizowanej. Obraz stawiających wszystko na jedną kartę galicyjskich uchodźców przypomina dramaty afrykańskich migrantów u wybrzeży Hiszpanii. Przez ponad 100 lat tak mało się zmieniło?
- Zaskoczenie skalą dzisiejszych problemów z migracją wynika trochę z tego, że brakuje nam perspektywy historycznej. Dzisiejsze wyzwania nie są przecież niczym nowym, raczej stałym elementem europejskiej rzeczywistości ostatnich 150 lat. Często zamiast o emigracji zarobkowej należałoby mówić o uchodźstwie z powodów gospodarczych. Dlatego w podtytule książki piszę o ucieczce z Galicji, ucieczce przed biedą i głodem.
Różnica w porównaniu z tamtymi czasami jest taka, że każdy, kto wyemigrował wtedy za pracą, miał prawo ją podjąć. Dzisiaj brak możliwości znalezienia zatrudnienia jest dla migrantów i uchodźców, tak samo jak przed ponad stu laty prężnych i ambitnych, czymś strasznie demotywującym i poniżającym. Jeśli jest jakaś lekcja z przeszłości, to taka, że trzeba przynajmniej zastanowić się, w jaki sposób zapobiec ich wściekłości i zwątpieniu.
Książka Martina Pollacka “Kaiser von Amerika” ukaże się w Wydawnictwie “Czarne” w przyszłym roku.


Najnowsze komentarze